środa, 30 czerwca 2010

Druga część NOWEGO PLANU



Od jutra nastaje lipiec. A wraz z nim druga część NOWEGO Planu. Postanowiłem zatem mieć dozgonnie "gdzieś" oferty pracy które znalazłem sam lub oferowali mi pracodawcy. Jeśli mam zarobić w pracy po 8h dziennie 1200-1500zł na miesiąc DLA KOGOŚ innego to ja dziękuję. Zarobie podobne pieniądze DLA SIEBIE swoją praca i kreatywnością. Co innego gdybym znalazł ofertę w stylu: np." Praca dla ciebie! Nie ważne jest twoje wykształcenie, gdzie mieszkasz i co robisz. Ważne jest twoje zaangażowanie w pracy oraz pracowitość i sumienność. Nie płacimy stawki godzinowej. Płacimy za to co zrobisz a nie za to ile się wyleżysz. Tak więc wszystko zależy od Ciebie! Jak dużo zrobisz, tak dużo ZAROBISZ!" Niestety podobnej oferty pracy nie znalazłem na te wakacje. A szkoda- mieli by idealnego pracownika!
W myśl sentencji którą już gdzieś słyszałem ale nie wiem gdzie: " Jeśli rynek pracy nie ma dla Ciebie odpowiedniej oferty, to pora byś stworzył ją sobie sam!" Przygotowałem się mentalnie na plan B. Czyli w skrócie praca dla siebie nie dla innych. Oczywiście nie odrzucam żadnych ofert pracy które mnie zainteresują,

jak np ta w której mam być kurierem z obsługą klienta, praca od 16-22 codziennie tylko warunek: trzeba mieć auto i wolne popołudnia. Aha: praca oczywiście na stałe bo przecież nikogo nie wezmą na 3 miechy choćby nikt się nie zgłosił;/ Bardzo poważnie nad ta ofertą się zastanawiam, bardzo mnie ona kusi. tylko skąd ja wytrzasnę auto w parę dni? I co ze szkołą? Dam radę szkołę robić do 16 a później praca? Oczywiście musiał bym mieszkać w akademiku wtedy było by o wiele łatwiej. No cóż nie mogę podjąć decyzji choć bardzo kusi. Ale skutecznie mnie odstrasza problem auta.

Tak więc jeśli wpadnie mi jakaś praca na 3 miechy i będzie ona "dobra" to jak najbardziej z niej skorzystam- cały czas szukam.

Dopóki nic się nie zmieni będzie plan awaryjny. Z jednej strony jest to lepsza opcja od pracy u kogoś a z drugiej o wiele gorsza. Lepsza dlatego że mogę więcej zyskać niż stracić. Więcej zyskać niż w pracy na "niepełnym" etacie. Jeśli wszystko się uda po mojej wybujałej myśli to jest duża szansa na to 10 tys zł. (w samej pracy nigdy tyle nie zarobie przez wakacje). A gorsza może być dlatego że mogę wszystko stracić, a najbardziej to szansę na wypełnienie mojego Planu. Nigdy nic nie wiadomo, wszystko trzeba szczegółowo zaplanować a i tak w praniu wyjdzie parę nieprzewidzianych incydentów- zawsze tak jest z projektami biznesowymi:) tak więc Plan B jest taki w miarę, nie jest pewnym sukcesem na 100% bo dużo rzeczy może pójść nie tak. Ale także nagroda może być o wiele większa niż w normalnej robocie. Tak więc decyduje się na Plan B a zarazem ciągle szukam pracy stałej która będzie mi odpowiadać.

Jak na razie źródła dochodów w wakacje wyglądają tak:
*Podstawa:
- praca w komisjach wyborczych (1 dzień) 135zł
- oddane pieniądze od brata 300zł
- praca przy monitorowaniu natężenia ruchu (2 dni) 300zł
- Konta WBK ok 400zł
- sprzedaż auta ???
*Projekty:
- handel klockami
- pomysł na projekt nr 2 (napiszę później o nim więcej)
- pomysł na projekt nr 3 (napiszę później o nim więcej)
*Opcjonalnie:
- praca na 3 miesiące ???
- prace dorywcze ???

Jeśli chodzi o handel klockami to rozpisałem sobie cały rejon działalności. Gdy go pokazałem mojej dziewczynie złapała się za głowę i powiedziała żebym wreszcie "poważnie" zaczął myśleć o tych klockach a nie marzyć w niebiosach. W skrócie chodziło jej o to że moja ekspansja zabawkowa jest chyba zbyt dalekosiężna jak na moje dwie króciutkie nóżki i rączki:D I przydało by się żebym mocno zweryfikował mój plan. Ale tego nie zrobię. To że za dużo na siebie wziąłem jest ok- przynajmniej wysoko mierzę więc jeśli się nie uda to także przy upadku będę na niewiele niższym stopniu.
Tak ogólnie to rozpisałem sobie rejon na większe lub mniejsze miasta 4 województw. Z czego jeden będzie naprawdę dokładnie przeczepany.
Klocki będą na terenie miast: Śląska, Małopolski, Świętokrzyskiego oraz Dolnośląskiego, z czego ostatnie dwa będą raczej opcjonalnie ponieważ są strasznie daleko od mojego miejsca zamieszkania. Miasta podzieliłem ze względu na wielkość, i planowaną ilość klocków które mogę skupić w danym mieście. Są to dane niedokładne, bo nie da się tego ocenić. Przynajmniej nie teraz. Ogólnie najpierw muszę do danego miasta jechać i rozkleić ulotki (mam już ok 350szt.) co wiąże się z kosztami: klej, dojazdy, taśma klejąca. Jeśli chodzi o ulotki to mam je za darmo:) ale niestety w ograniczonych ilościach, kubełek na klej mam, pędzel mam. Potrzeba także wagę na której będę ważył ilość klocków. Wagę mam pożyczoną:) ale nie wiem do kiedy:) no ale na dzień dzisiejszy jest. Więc nie ma z tym związanych kosztów. Później dojazd do miasta do ludzi którzy oferują te klocki.
Tak więc ponoszone koszty:
- dojazd do roznoszenia ulotek
- dojazd do klocków
- klej
- taśma klejąca

Z tego wszystkiego najwięcej wyjdzie na dojazdy. Ale kleju wychodzi też wielka ilość. Wyczaiłem klej do tapet za 7zł paczka (pół roku temu 5,50zł) który w moim przekonaniu wystarcza na ok 60-80 ulotek. Tak więc nie jest on najlepsza alternatywą dlatego będę szukał innej. Za dużo za klej wychodzi więc będę się starał znaleźć inny tańszy lub wydajniejszy.

Jak na razie odnośnie planu B to wszystko, ale będę jeszcze o wszystkim informował. Wszystko może się zdarzyć więc może być tak że pójdzie "cały misterny plan w piz**" (cytat z Killera).


Odnośnie studiów to już wiem że na wrzesień ("kampania wrześniowa" :) ) zostanie mi parę przedmiotów do zdania. No niestety... Matematyka, mechanika, informatyka, podst. robotyki. Dużo no cóż. Nie pisał bym tego gdyby to nie miało jakiegokolwiek związku z moim Planem. Otóż do tych zaliczeń trzeba się przygotować. A to wymaga czasu. Jeśli chodzi o czas to najwięcej go muszę poświęcić na matematykę i mechanikę. Wydaje mi się że będzie to ok 2 miechy (może nie całe) bitej nauki. Oczywiście nie piszę tu o nauce dzień w dzień po 4h. Ale prawdopodobnie trzeba będzie poświęcić co drugi, trzeci dzień po te 2-3h. Jednak wbrew pozorom to kupa czasu w której mógłbym realizować Nowy Plan a jednak nie będę. Druga sprawa- Warunki na uczelni. Jeden już mam niestety i kosztuje on 500zł. Jeśli Bozia da i przede wszystkim moja główka- to może drugiego nie będzie. Chodzi o to że prawdopodobnie do umówionych 10 tys zł trzeba będzie także kolejny 1 tys zł na warunki. Tak więc poprzeczka znowu się podnosi;/ Ktoś powie że trzeba było się uczyć a nie biadolić teraz. Ja odpowiem: OK. Może i masz rację. Ale jednak próbowałem zdać matematykę i jakoś mi się nie udało. Nie siedziałem z założonymi rękoma. Poza tym niestety w ciągu semestru u nas jest wiele rzeczy które pożerają czas: dojazdy, laborki, sprawka, projekty, ćwiczenia itp itd tak więc nie opieprzam się w ciągu semestru a czas sesji- to już hardcore- to co wymieniłem plus zaliczenia kolokwiów oraz egzaminów. Tak więc może nie dałem z siebie wszystkiego, nie wiem, ale nie mogę powiedzieć że leżałem do góry brzuchem. Pozostawiam tą kwestię do przemyślenia dla każdego indywidualnie i nie chciał bym w komentarzach widzieć tych opinii na ten temat- bo nie o to chodzi:) chyba że dotyczą one owego tysiąca na warunki.

Ps. Miesiąc Czerwiec skończyłem na poziomie 9,056zł. Od tej kwoty zaczynam drugą część Nowego Planu. Więc i od tej kwoty muszę doliczyć owe 10 tys zł i dodatkowo opcjonalnie 1 tys zł.

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Kup Tico za 1000zł i śmigaj jako kurier ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Problem w tym że już ten błąd popełniłem a pozostałości cały czas gniją w garażu... tak więc nie jest to dobre wyjście jeśli nie ma się z kim jechać obejrzeć auta. Ale jeśli chodzi o ofertę pracy jeśli miałbym auto nie zastanawiał bym się długo;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też się napaliłem podczas robienia prawka na własną furę, ale jak pojeździlem troszkę dziesięcio letnim samochodem z przebiegiem 170 tys, to już wiem czym to śmierdzi i ile kosztuje. Samochody trzeba kupować po prostu malo zużyte.

    OdpowiedzUsuń